Legionowe wspomnienia – My Pierwsza Brygada (2)

Legionowe wspomnienia – My Pierwsza Brygada (2)
5 (100%) 3 votes

„4 stycznia

Wieczorem – Obywatel Śmigły przyniósł między innymi papierami nominacje na poruczników: Dąbrowy i moją. Przyjmuję chorych codziennie od 12 – 1, niestety, w zimnej sali szkoły. Nie ma drzewa do palenia. […]

6 stycznia

Trzech Króli, ale po niczym tego nie znać! […] Dostałem dziś kawaleryjski sztucer – „mannlicher 90” . […] Żołnierze po domach urządzili się bardzo dobrze i czysto. Ciepło, słoma uporządkowana, ponakrywana kocami lub płótnem namiotowym. Tylko sala przyjęć chorych w szkole zimna.

Otrzymujemy od rodaków podarki, które były przeznaczone na gwiazdkę. Ja dostałem też paczkę z napisem: „Szczęść Boże, Żołnierzu Polski, Tobie i Twemu Dziełu!”

7 stycznia

Wczoraj wieczór przyszedł rozkaz z korpusu do wymarszu, Austriacy, którym wiedzie się nieświetnie, mają widać apetyt na nasze „mięso armatnie”[…]

11 stycznia

Od kilku dni Austriacy chcą nas ruszyć na front, a Komendant domaga się dla nas spoczynku i reorganizacji. […] Na 800 ludzi naszego pułku pokazałem 250 niezdolnych do służby. […] Dziś przyszedł rozkaz odmarszu. Ruszyliśmy zgodnie z rozkazem, ale już w Lipnicy Murowanej, we dworze. Zostawiliśmy dużo naszych maruderów, siedli smętnie pod drzewami parku, patrząc jak skurczona od bojów i chorób kolumna miesiła błoto po kolana na drodze. Wyszliśmy za dwór, gdy nadjechało auto z oficerem, który wiózł rozkaz odwołujący odmarsz. Zawróciliśmy …

15 stycznia

Jutro znów ma być odmarsz. Teraz już naprawdę.

16 stycznia

Dzisiaj o godz. 8 rano, ruszyliśmy z Lipnicy Górnej do Murowanej miesić znów błoto. Znów ten sam rynek o domach z podcieniami wokoło. W bramach i oknach nęciły żołnierzy wyroby masarskie: kiełbasy i kiszki. Który mógł – kupował, reszta łykała ślinę. Na rozdrożu statua świętego Szymona, podobno dzieło dr. Kunzeka, lekarza legionowego.

Skręcamy na Jurków, stąd szosą w prawo do Czchowa, obok ruin zamku i mostu na Dunajcu.

18 stycznia

Znów Lipnica Górna, dawna kwatera. – Przymaszerowaliśmy tu na powrót z Woli Stróskiej. Gospodyni nie płakała już, jak pierwszy raz, gdyśmy wracali, bo po odmarszu ostatnim dostała 40 koron kwaterunkowego. Teraz tyle nie uzbiera, bo jutro idziemy dalej.

Odeszli, by już we wschodniej Galicji toczyć dalszy bój z wrogiem. Lipnica była dla nich szczęśliwym miejscem. My zaś zachowajmy ich we wdzięcznej pamięci, walczyli o odrodzoną Polskę.

Epizod z czasów odkomenderowania Brygady na odpoczynek, przedstawia także Bolesław Wieniawa Długoszowski, podówczas podporucznik (1.01. 1915 r.) nominowany został na porucznika). *(fot. 001)

Ten wybitny żołnierz legionowy, poeta, artysta malarz, a jeszcze wcześniej lekarz, był nieodłącznym towarzyszem i przyjacielem komendanta J. Piłsudskiego. W swej książce pt. „Wymarsz i inne wspomnienia” zawarł całą swą drogę żołnierską u boku Naczelnika i Marszałka Polski. Był w każdym calu „piłsudczykiem”.

 

 „ My, żołnierze I Brygady Legionów, po 5-miesięcznej kampanii starzy już i okryci sławą wojenną żołnierze, choć w większości wypadków zieleni smarkacze, mimo gorącego zapału , z jakim poszliśmy na wojnę, by śladem ojców o dziadów walczyć za Ojczyznę, zaczynaliśmy odczuwać zmęczenie i potrzebę odpoczynku. […]

Po boju pod Łowczówkiem doczekaliśmy się nareszcie wypoczynku, sprawiedliwie zasłużonego mitręgą i krwawymi stratami. Nam kawalerzystom, przypadł w udziale rozkoszny postój w Rajbrocie, w uroczej podgórskiej wsi, głośnej w okolicy fabryką śliwowicy i urodą jej dziewcząt. Zaraz po przybyciu na kwatery zabraliśmy się do przygotowań, by zepsute święta Bożego Narodzenia powetować sobie z nadsypką godnym pożegnania starego i przywitaniem Nowego Roku.

Ubiegając inne oddziały, Belina (dowódca kawalerii) pospieszył się z zaproszeniem Komendanta Piłsudskiego wraz ze sztabem do nas, ułanów, na wieczór sylwestrowy. Nie odmówił nam tego honoru Komendant.[…]

Wśród tkliwych i zabawnych ewenementów i wśród gorączkowych przygotowań do godnego przyjęcia Komendanta nadszedł wieczór sylwestrowy. Dobrze o zmroku zjechał do Rajbrotu nasz najmilszy gość, pod eskortą honorowego plutonu, wysłanego na jego spotkanie i otoczony banderią naszych oficerów. W miejscowej szkole, gdzie kwaterował rotmistrz Belini, jak tameczny nauczyciel z niekłamanym a uparcie niepoprawnym respektem nazywał Belinę, zasiedliśmy na prawo i lewo od Komendanta, zupełnie swobodnie według listy starszeństwa, dookoła stołu biesiadnego, już nie michami klusek zastawionego, ale delikatnymi smakołykami na delikatnych naczyniach, wśród których gęsto i dumnie sterczały flaszki wytwornych koniaków obok omszałych butelek arystokratycznego węgrzyna.[…]Pod koniec uczty, ze zbliżeniem się godz. 12, z rozkazu Beliny przyszło mi wygłosić toast na cześć Komendanta.

Ponieważ o tej porze kurzyło mi się już ze łba regulaminowo (zastrzegam się, że od wybuchu pokoju ten regulamin już nie obowiązuje), skłamałbym przeto, gdybym twierdził, że dokładnie pamiętam, co wówczas mówiłem. Życzliwi koledzy w zbiorowym wysiłku powtórzyli mi nazajutrz treść mego przemówienia.

Według ich wersji zacząłem moją mowę od tłumaczenia, dlaczego to twórcę Legionów, wskrzesiciela wojska polskiego, nazywamy obywatelem Komendantem, nazwą ta podkreślając niezmiernie rzadkie w jednym człowieku połączenie cnót, zalet i wartości wodza z jednej, obywatela zaś z drugiej strony.

Wspomniałem później, jak to w historii naszych walk o niepodległość, przed stu laty z górą, mieliśmy już męża jednoczącego w sobie te cnoty. Był nim Tadeusz Kościuszko, ongiś również jak nasz Komendant przez najcenniejsze elementy ówczesnej Polski namiętnie zwalczany, którego żywa część narodu i wojska pod jego rozkazami walczące nazywały swym Naczelnikiem. W imieniu tedy kawalerii życzyłem Komendantowi, by Nowy Rok przynosząc spełnienie naszych nadziei, cały naród pod jego, jako Naczelnika. Rozkazami zespolił i dał naszej Ojczyźnie nad wszystkimi wrogami ostateczne zwycięstwo.

Ten mój toast sprawił, że znacznie później, bo w 1919 roku, kiedy Komendant został naczelnikiem Państwa, dawni moi koledzy z 1 pułku ułanów legionowych oraz nowi z Adiutantury Generalnej nazwali mnie Wernyhorą z Rajbrotu .

Nie trzeba dodawać i przytaczać tu dalszych słów Wieniawy, jaki nastrój zapanował po tych życzeniach i jak roziskrzyły się oczy na myśl o przyszłych zwycięstwach i wolnej Polsce.

* Bolesław Wieniawa Długoszowski – Wymarsz i inne wspomnienia, Warszawa 1992

c.d.n.

Opracowanie: Czesław Anioł