Historia ze starej mapy i kronikarskich zapisów

Z Bochni do Lipnicy szlakiem węgierskim

 

 

Szlak węgierski po dotarciu do Bochni (od strony Krakowa), skręcał pierwotnie na południe opuszczając miasto ulicą Sandecką, by przez Wójtostwo (ziemie nadane niegdyś wójtowi) zmierzać na Kurów. Z czasem samo miasto omijano, przyczyną tego było istnienie w Bochni komory celnej gdzie trzeba było wnosić stosowne opłaty przynależne magistratowi i Koronie. Dodatkowo przyczynił się do tego zły stan drogi na Wójtostwie, na co skarżyli się w połowie XVI w. mieszczanie bocheńscy delegatom Sejmu:

„… i ukazali krzywdy swoje, które mają przez niepoprawę wąwozu jest na dziesięcioro stajań, który wąwóz jest do połowice tych dziesięci stajań dosyć głęboki i zły przez niepoprawę. Tam występują furmany na miejskie ogrody i role, gdzie im tych ogrodów i ról tym przejazdem przez grunt ich wdzierający się niemało popsowano.”

Droga wylotowa z Bochni przez Bramę Sandecką biegła częściowo głębocznicami utrudniającymi często przejazd. Bo trzeba dodać, iż w górzystych odcinkach szlaku powstawały po przejazdach głębokie koleiny, wręcz wąwozy, utrudniające a niekiedy i uniemożliwiające przemieszczanie się nimi naładowanych towarami wozów, nie mówiąc już o mijankach. Z tychże więc dwóch powodów, od strony „górnego gościńca” (droga biegnąca wzgórzami przez Chełm i Łapczycę), wozy kierowały się samowolnie z rejonu Kolanowa bezpośrednio na Kurów, zdążając jakby obwodnicą na dalszy ciąg szlaku. Na Krzyżakach furmani włączali się w główną nitkę drogi prowadzącej na południe, do Wiśnicza.

Obecnie z Bochni prowadzi w kierunku Wiśnicza inna trasa, jest nią ulica Wiśnicka, która powstała w 1785 r., zastępując dotychczasowy, istniejący od średniowiecza odcinek szlaku. Ale starą drogą podróżowano nadal. Stanisław Fischer pisał, iż w rejonie Bochni jeszcze w okresie międzywojennym widać było wyraźnie ślady szlaku węgierskiego.

„… Zachowane jeszcze gdzie niegdzie ślady kolein świadczą, że tędy niegdyś ciągnęły sznury wozów. Widać jeszcze dziś na terenie sąsiedniego Kurowa długi zielony wygon, idzie dziś nim gminna droga, a równolegle do niej snują się jeszcze pasma kolein. Czasami idą tuż koło siebie, czasem rozchodzą się na kilka i kilkanaście stóp. Na odcinku Kurowskim droga rozszerzyła się do jakich trzydziestu i czterdziestu metrów. …”

W rejonie Kurowa przez który przebiegał szlak, wznosi się bezleśne wzgórze o wysokości 292 m zwane „Kocim Zamkiem”. Wzgórze to przechowuje pamięć o istnienie tu XV-to wiecznych szańców, o nie znanym do końca przeznaczeniu i ich wykonawcach. Był to jeden z tzw. ”kotczych zamków”. Mapa Miega ukazuje istnienie w rejonie szczytowych partii wzgórza nieokreślonego nazwą obiektu.

Za Kurowem szlak przechodził w poprzek dolinę potoku Gróbka, by z kolei biec zachodnim zboczem Grabiny (334 m) do Kopalin. Stąd opuszczał się południowymi skłonami wzgórza w kolejne obniżenie – dolinę Leksandrówki, rozciągającą się między Starym, a Nowym Wiśniczem. W 1616 r. ówczesny właściciel dóbr wiśnickich Stanisław Lubomirski lokował w pobliżu swego zamku, a na terenach wsi Rogozie miasto, nazwano go Nowym Wiśniczem. Z tego czasu pochodzi nitka szlaku prowadząca z Kopalin wierzchowiną przez Olchawę prosto do Nowego Wiśnicza. Aktem królewskim z dnia 8 czerwca 1616 r., miasto posiadło prawo składu i przywilej organizowania targów i jarmarków. A więc tym samym musiała powstać nowa droga kierująca się wpierw do miasta, a dopiero potem do zamku, za którym łączyła się ze starą wersją szlaku.. Pisze więc w akcie:

„ …ustanawiamy tamże skład wina, miedzi, spiżu i innych podobnych towarów tak z Węgier do Krakowa i innych miast Królestwa Polskiego, jakoteż do Węgier z Naszego Królestwa przewożonych – ponieważ o ile zrozumieliśmy, miejsce to jest nader dogodne. – Na mocy zaś przysługującej Nam władzy postanawiamy i ustalamy, aby żadni kupcy nie pomijali dróg prawem ustanowionych, prowadzących przez to miasto i aby tamże swoje towary, jak to jest we zwyczaju w innych miastach, gdzie są składy, składali w składach tego miasta. …”

 

Droga ta w znacznym stopniu przyczyniła się do polepszenia przejezdności odcinka Kurów – Wiśnicz, gdyż, jak dowiadujemy się z lustracji dróg przeprowadzonej w 1570 r., była ona w opłakanym stanie. Piszą lustratorzy:

„… Przejechaliśmy potem do gruntu wsi, którą zwą Wisznicze, JM pana Barzego marszałka nadwornego. Też wymierzyliśmy drogę, aż do samej granice, ale gościniec bardzo zły, teraz ledwie wyjedzie, kiedy sucho, a kiedy deszcz, tedy próżno ma pomyślać. I teraz, kiedychmy jechali, tedy nam powiedzieli, iż furmany ze Spysza odjechali wozów w Bochny, a sami z końmi do domu jechali i muszą teraz wozów niechać, aż się droga ku Świątkom poprawi i powiadają, że się im tak często przydawa.”

Ale ten odcinek szlaku posiadał też wiele momentów natury estetycznej, widoki stąd się rozciągające były nieraz opisywane przez podróżników. Podróżująca tędy w 1845 r. Julia Goczałkowska, zachwycała się widokiem gór widniejących na horyzoncie, swój zachwyt nimi przekazała w pamiętniku pisanym w podróży:

„ Wąskim przesmykiem bieży długa dolina pomiędzy zielone wzgórza, orne pola, gaje brzóz i świerków zakończona w dali ukazującymi się we mgle lazurowej licznemi Karpat odnogami”(widać stąd także Tatry, przyp. mój).

W 1889 r. przejeżdżał tym szlakiem krakowski publicysta Gustaw Ehrenberg, zbliżając się do Wiśnicza od strony Bochni, taki zobaczył widok:

„Naprzeciwko nas, na szczytach dwóch gór – połączonych ze sobą jakby rodzajem przełęczy – stoją dwie grupy murów (…) to zamek Kmitów, świadek czasów świetnych i strasznych, dziś ruina i pustka. (…) Dalej od nas na wzgórzu trochę wyższym wznosi się klasztor biały i czysty, droga wysadzana drzewami stacza się lekko i swobodnie w dół , w kotlinę, w której rozłożyło się miasteczko.”

 

Z doliny Leksandrówki, jak już wspomniano, szlak węgierski piął się na wzgórze zamkowe (286 m) kierując się w stronę wyżej położonego wzgórza (337 m), na którym w latach 20-tych XVII stanął warowny klasztor fundacji Stanisława Lubomirskiego (obecnie zakład karny). Obie te budowle szlak pozostawiał po swej prawej stronie. Wiśnicki zamek wraz z klasztorem, stanowiące wspólnie zespół obronny sprawiły, iż droga na tym odcinku miała strategiczne znaczenie, toteż ważna była wysokość okolicznych wzgórz, a przez to dominacja nad okolicą.

Mapa Miega ukazuje po prawej stronie drogi w obszarze tej wysoczyzny (346 m), budowlę ziemną określaną jako reduta rosyjska (redutą nazywano samodzielną budowlę fortyfikacyjną z pełnym wyposażeniem artyleryjskim). Jej istnienie związane było zapewne z działaniami wojsk rosyjskich (stacjonowały one na zamku w latach 1768 – 1772) przeciwko oddziałom konfederatów barskich. Istnienie w tym obszarze reduty, miało istotne znaczenie dla zabezpieczenia wspomnianych budowli i skoncentrowanym tam wojskom i magazynom, przed potencjalnym ostrzałem. Opis do mapy podaje nawet takie określenie jak: ”reduta rosyjska, z której jest się panem miejsca”.

Obiekt ten wystawiono około 200 m powyżej klasztoru, w obrębie skłonu rozpoczynającego się stąd wierzchowinowego spłaszczenia, skąd widać było i klasztor i zamek. Nie jest to najwyższy punkt w obrębie tego grzbietu, gdyż około 500 m wyżej, sięga on wysokości 359 m, lecz wspomnianych budowli stamtąd już widać nie było.

Los tego obiektu był krótki, gdyż na innej ze starych map (z lat 1861 – 64), już go nie ma. Obecnie stąd już nie widać przedmiotowych obiektów, bowiem teren ten pokryty został zabudową mieszkalną i wysokopiennym lasem je przesłaniających.

Szlak węgierski ostatecznie osiąga w tym rejonie wierzchowinowy rozróg Bukowca (362 m), gdzie współcześnie odchodzi droga do Borównej i Chronowa i stoi jedna z tak zwanych „kolumn lotników”. (jest to zarazem granica między hrabstwem wiśnickim, a lipnicką królewszczyzną.). Na mapie Miega drogi tej nie ma, do Chronowa prowadziła droga z Wiśnicza przez Łomną. Ale jeszcze trochę wcześniej, o około 800 m, z doliny Leksandrówki dochodziła inna z dróg tego obszaru, będąca współczesną wersją drogi Nowy Wiśnicz – Lipnica Murowana. W ówczesnym czasie dolina wypełniona była stawami powstałymi przez spiętrzenie jazami Leksandrówki, której woda była wykorzystywany jako siła napędowa zlokalizowanych tam dwóch młynów wodnych. To nie był dobry teren dla drogi.

W dawnych czasach, w okolicach górskich szlaki drogowe biegły raczej wierzchowinami, schodząc w doliny wówczas, gdy wymagały tego warunki terenowe, względnie gdy znajdowały się tam większe osady. Trakty te, to tak zwane „suche drogi”, nie zagrażane wylewami rzek i grząskim dnem, a których powstanie sięga odległych wieków.

Dalsza trasa szlaku węgierskiego, to także współczesna wersja drogi do Lipnicy Murowanej. W jej ciągu zaznaczono istnienie na Wymyślnej karczmy, także stojącą na Lipczonce (360 m) po prawej stronie drogi „Bożej Męki, czyli kamiennej figury krzyża. Stąd wzrok sięga już bezpośrednio na pasma górskie Beskidów i widniejącą poniżej nich dolinę Uszwicy, której centralne miejsce zajmuje zwarta zabudowa. To królewskie miasto Lipnica Murowana, była siedziba starostwa niegrodowego.

*

Mapa Friedricha Miega, z której wyczytać można dzieje szlaku węgierskiego, między innymi odcinka Bochnia – Lipnica Murowana, ukazuje jego trasę (trasy) tego czasu (mapa wykonywana była w latach 1779 – 1783). Współcześnie takiego ciągu drogowego w całości już nie ma, dokonane zmiany w jego przebiegu ukazuje mapa późniejsza (z lat 1861 – 64). Postępujące przemiany cywilizacyjne sprawiły, iż niektóre odcinki dróg straciły na znaczeniu, stały się drogami lokalnymi lub całkowicie zanikły (np. odcinek drogi w Łomnej). Niejednokrotnie trudno nieraz się domyślić ich roli jaką pełniły przez lata.

c.d.n.

Tekst i zdjęcia: Czesław Anioł