Z historii i legendy – Kolumny lotników (7)

Z historii i legendy – Kolumny lotników (7)
Oceń ten artykuł

Kolumna pod klasztorem wiśnickim

Pauli Żegota, XIX-to wieczny historyk, folklorysta, a przede wszystkim krajoznawca, od którego zapisanej legendy rozpoczęliśmy podróż ciągiem kolumn, wspomina w swoich relacjach z podróży, iż: „Lud opowiada, że jest w okolicach Wiśnicza 6 podobnych słupów”

Dla uzupełnienia historii kamiennych kolumn wznoszących się między Bochnią, a Lipnicą, o których wspomina Żegota, a których dotychczas wymieniliśmy pięć, trzeba więc dodać jeszcze jedną. Ale tej już nie ma, znane jest jedynie miejsce na którym kolumna stała, czyli przy drodze z wiśnickiego zamku do klasztoru (obecnie więzienia). We wspomnianym przez Żegotę miejscu stoi teraz kapliczka o wysokim, sześciokątnym trzonie z latarnią na szczycie. Pisze jeszcze Żegota: „zdaje się, że te słupy stawiano albo jako graniczne znaki, albo też jako środki strzegące okrąg Wiśnicza od powietrza i innych nieszczęść, albowiem były w nich relikwie świętych zabite klinem żelaznym”.

Istnienie tej kolumny potwierdza plan miasta Wiśnicza wykonany przez Eryka Dahlberga w 1656 r. i oparty na nim sztych Pufendorfa. Stosowny piktogram znaczy miejsce gdzie stała kolumna jest też i napis: „statua” .

Należy przypuszczać, z braku możliwości dostępu do inskrypcji, że ta kolumna też została wzniesiona w miejscu pochówku ofiar zarazy, tej z lat 1652 – 53, w tym rejonie (pod zamkiem) urządzono bowiem wówczas cmentarz choleryczny. Był to zatem drugi z tego okresu i charakteru cmentarz w rejonie Wiśnicza obok grzebaliska w Olchawie. Austriacka mapa Miega z lat 1779 – 83 już nie wykazuje tej kolumny. Obecność w tym miejscu jakiejś kapliczki w tym miejscu zaznaczono na innej mapie austriackiej z roku 1847, wspomina też o niej w roku 1889 Mateusz Gralewski( kolumny tej osobiście nie widział, znał natomiast kolumnę w Olchawie i przed budynkiem Liceum), opierając się na miejscowych relacjach pisze: „Trzeci krzyż, którego nie widziałem, ma stać z innej strony miasta”.

Czy w przypadku mapy z 1847 r. i relacji M. Gralewskiego chodziło już raczej o stojącą w tym rejonie kapliczkę, czy było to tylko echo pamięci po statui – słupie z krzyżem? Kapliczka pod zamkiem wzniesiona jest z cegły i otynkowana, jest typem kapliczki słupowej o wysokim ośmiokątnym trzonie zwieńczonym nastawą z otworami na przestrzał. Takie kapliczki nazywano latarniami zmarłych, palone w nastawie światło rozpraszało mroki nocy, towarzysząc zarazem duszom spoczywających wokół zmarłych w ich wiecznym spoczynku. Z czasem, gdy zanikły ziemne mogiły zaniechano niecenia ognia, a (stosunkowo niedawno) przestrzeń latarni wypełniono figurką Matki Bożej z Dzieciątkiem). Kapliczka ta pochodzi przypuszczalnie z I-szej połowy XIX w. i być może wzniesiono ją bezpośrednio po usunięciu stojącej tu co najmniej od 1656 r. statui, względnie wówczas, gdy dokonywano nowych pochówków po kolejnych epidemiach, których w tym czasie nie brakowało.

Praktyka wznoszenia znaków sakralnych (z reguły krzyży) na cmentarzach epidemiologicznych była wciąż powszechna. Na przykład, na cmentarzu w Nowym Wiśniczu. ustawiono w 1831 r. krzyż (tym razem drewniany) na zbiorowej mogile ofiar cholery, widniał tam następujący napis:

„D.O.M. Tu leżą 42 nieboszczyków ciała
Pochowane, których śmierć kosą uścinała.
Umarli na cholerę, jak starzy, tak dzieci
I panowie z chłopami zarówno. Niech im świeci
Światłość wiekuista. A Bóg zbawi od złego
I niech nas od przypadku zachowa takiego:
Bo tu niedola złączyła chłopa z panem
W roku 1831 – Amen”

A wracając do samej (szóstej) kolumny, to po prawdzie nie wiadomo co ostatecznie się z nią stało. Osobiście sądzę, iż jest to kolumna stojąca na Lipczonce w Lipnicy Górnej, która według przekazanej tradycji miała być wcześniej wywrócona i złamana (może stało się to pod zamkiem i po złamaniu stamtąd ją usunięto?) i nie uzyskała już swej pierwotnej wysokości po ponownym jej ustawieniu.

*

Pora na koniec powrócić do romantycznej legendy o lotnikach, do czasów wiśnickich Ikarów, czy to nie piękne że nadal żyją, chociaż tylko w legendzie?

Legenda spłynęła z nieba na skrzydłach ….

Tekst i zdjęcia: Czesław Anioł